Jak to jest z tą przyjaźnią ?

Jak to jest z tymi przyjaźniami ? Niby wiem, niby nie. Niby czegoś doświadczyłam i straciłam. Niby chciałam, ale nie otrzymałam. Nie mówię o przyjaźni z lat szczenięcych. Chodzi mi raczej o taką dojrzałą. Mogę zacząć od K. Była nawet moją świadkową – była i na tym się skończyło. Może oczekiwała większych fajerwerków ? Coś jak śluby Cyganów. Ogromna suknia, pierwsza druhna , druhny suknia za 2 tysiące. Wesele na 500 osób, a tu nagle okazało się, że wesele jest tylko na 43 osoby i to bardzo skromne. Zorganizowane „na patencie” . Po ślubie nagle nie miała czasu. Babcia co chwilę „była w szpitalu”. Dziś po tych 6 latach wydaje mi się, że rozminęłyśmy się gdzieś w oczekiwaniach życiowych. Ja zostałam żoną i matką. Ona robi karierę do dziś i wszędzie gdzie tylko może blokuje moją osobę. Życie.

Była też N.N.N ( nigdy nie ufaj N. ) To by najlepiej zobrazowało tą relację. Niby zła nie była. Czułam , że przy niej żyję, ale też do czasu. Chorowałam co raz to gorzej i gorzej. Miałyśmy kilka przerw to z jednej czy drugiej strony. W końcu ja zdecydowałam się iść inną drogą. Drogą w kierunku Boga, a nie na odwrót. Ja się oddalałam. Ona zbytnio nie zabiegała o to. Napisałam jej jak się czuję. Czułam się kiepsko zwłaszcza , że ona znalazła inną koleżankę. Napisała mi tylko, że przesadzam.OK – przesadziłam. Już nigdy więcej się nie odezwałam. Robiła nawet jakieś FB zaczepki, ale uodporniłam się. Po drodze napatoczyła się M. M była chyba najbardziej skomplikowaną ze wszystkich znajomości. Troszkę starsza, ale wciąż żyjąca w błędnym kole. Pomimo , że na odległość było czuć zdrady jej faceta to i tak to ja byłam tą , która ma jełopa w domu. Nie wiem ile razy go okłamywała tylko po to, aby nie wyszło że spotyka się ze mną. Kłamstwa, kłamstwa i kłamstwa. Było mi tak cholernie przykro. Chciałam dla niej jak najlepiej , a tymczasem byłam zapchaj dziurą kiedy go nie było w Polsce.

Życie kolejny raz spłatało mi figla pod imieniem na E. i szczerze powiedziawszy miałam tego wszystkiego powyżej uszu. Dawałam z siebie 100% nawet kiedy źle się czułam. Nie zawsze mogłam. Czasem coś mi wypadało, czasem czułam się podle. Tak jakoś się złożyło, że byłam obiektem drwin odnośnie mojej wagi. Nie ubodło mnie to jakoś za specjalnie. Przecież wiem, że jestem klops. Zabolało mnie coś innego. Zabolało mnie pieprzenie, że ona tak już ma, że nie potrafi z kimś nawiązać relacji przyjacielskiej. Pieprzenie. Nie byłam tą , którą miałam być.

Ja jednak wciąż wierzyłam. Uparcie i natarczywie modliłam się codziennie o nią. O tą wyjątkową relację. O taką, która nie będzie nachalna, ciągającą wszędzie swojego faceta za sobą. O tą z którą zwyczajnie można wyjść do kina. O taką zwyczajną. Taką gdzie człowiek czuje, że nawet jak nie będzie odzywał się tygodniami to dzwoniąc w środku nocy do tej osoby usłyszy ” gdzie jesteś”.

Czy tak będzie tym razem ? Dziś spokojnie mogę powiedzieć , że tak. Dziś mam poczucie, że zrobię wszystko inaczej. Dziś ukryję przed całym Światem naszą relację. Będę z ukrycia dbała o nią. Zawsze będę – bez wykrętów. Teraz nie ma ALE. Teraz będzie ZAWSZE.

 


https://www.instagram.com/p/BOSvHSkDT-H4fjFnFv7zDMhRNWQcqKgyaz6G9U0/?taken-by=majkaja89

Było ciężko. Wkurzona Matka – Wariatka.

Nie wiem co bardziej mi ciążyło – tyłek czy cycki ? Pierwsze 3 km za mną. Noga w końcu przestała boleć. Wszystko zagoiło się tak jak trzeba. W końcu mogę biegać.

Miałam nawet dobry humor, ale życie szybko zrównało mnie z Ziemią. Miałam ( zaznaczam MIAŁAM ) znajomą. Niby nic takiego, ot zwykła znajomość. Lubiłam ją. Jakoś tak dobrze się dogadywałyśmy, ale co ja poradzę, że ma tak poj… faceta. No nic nie zrobisz. Jest jak jest, ale żebym nie była tak okrutną wywłoką tolerowałam jegomościa. Nagle jego dzieciak wygadał się, że oboje komentują moją wagę, śmieją się. Puściłam to mimo uszu. Przecież dzieciakiem nie będę się przejmowała.

Chyba trzeci raz zabieram się do tego. Nie dlatego, że brak mi słów tylko jest ich zwyczajnie za wiele.Wkurzyłam się, bo jak się nie wkurzyć. Najpierw szuka wymówek, niby chce, niby nie chce i na koniec kradnie znajome. Nie widziała się z nią ponad rok, gadała bzdury o niej , ale jak ja już coś skomentowałam to na drugi dzień okazała się znajomą. Bleh…

W dupie to mam ! Nie, no nie mam. Wkurzyłam się.

Dziś był mój wielki / mały dzień. Nie byłam , aż tak zmęczona tymi 3 km tylko tymi ludźmi, wkurzającą , podwijającą się bluzką. To mnie zmęczyło plus słuchawki z metrowym kablem. Jutro kupię sobie nowe. Przysięgałam sobie, że więcej nie będę wypisywała tu bzdur pod wpływem emocji, ale to mój blog. Będę robiła na nim co mi się tylko podoba. Ponad to przechodzę na dietę IF. Będzie ciekawie – gwarantuję.

- Co za franca. Ale mnie wkurzyła.19961123_253858478446529_4984299616028247548_n

ale, że co ?

Niedawno, kilkanaście dni temu rzuciłam się w wir odchudzania, a jak wiadomo życie to podła menda , która musiała. Ona musiała to zrobić.

Miałam problemy z palcem. Tak, głupim palcem. Niby nic takiego. Wyrasta sobie, przeszkadza w życiu zwłaszcza kiedy człowiek idzie w sandałach i napotyka gałęzie, nierówności , krawężniki. Krawężniki są iście przyjacielskie zwłaszcza po kilku głębszych.
Rok temu co prawda trochę popiłam, a nie powinnam bo co by mój lekarz na to powiedział. Problem był z wrastającym paznokciem. Taki mój urok. Do tego popiłam, rąbnęłam, zdjęłam buty, szłam w skarpetach. Cała moja wycieczka mało , że skończyła się nieziemskim kacem i rzyganiem to paluch w strzępach paznokciowych. Długo się nie namyślałam i jako stały bywalec w poradni chirurgicznej zdecydowałam się na zdecydowane działania. Zrywamy ! Chirurg niedojda. Nie wiem jakim cudem został lekarzem, ale może miał bogatych rodziców, bo talentu i powołania za grosz. Dwa dni umierałam, ale to było rok temu ! A teraz ? Teraz to miałam kongo w kolorze śliwki. Paprało się, sączyło. Myślałam, że znowu paznokieć. Klęłam na czym Świat Stoi. Myślę sobie, że nie zając. Przecież nie ucieknie – najwyżej wrośnie mocniej. Mam wprawę przecież z tym, że to wcale nie był paznokieć. Coś mi się paprało, obumierało… Spartolił poprzedni chirurg.
Stanęło na innym lekarzu. Do niedojdy za żadne skarby bym nie poszła nawet jeżeli mieliby mi ampu. Dobra, tego nie było. Dostałam antybiotyk, sterydy, wycięli co musieli, zaszyli ! Jest rewelacja, ale znowu moje bieganie musiało poczekać. Oczywiście pacjent ze mnie kiepski. Na drugi dzień rozmontowałam szafę na części z racji przyszłego obecnego remontu. Długo w domu nie usiedziałam. Całe zabójcze dwa dni. Przecież pracować trzeba.

Wstyd przyznać, ale nie mam nawet w czym ugotować. Ugotować ? Ja nawet płyty jeszcze nie zamontowałam. Trudno. Musicie poczekać , aż zrobię zakupy na rynku.
Tak – robię zakupy na Rynku, ale dlaczego tam, a nie w renomowanym sklepie ? Dobra. Tak pokrótce – mięso w najlepszych delikatesach jest myte szczoteczkami, i takie oto wypucowane, najlepsze i najdroższe wędlinki ( których data zdecydowanie dawno dobiegła końca ) lądują w usteczkach Twojego dzieciaczka.
Skąd to wiem ? Prosta Kobieta jestem – po handlu.

Wróciłam.

No, no, no trochę mnie tutaj nie było, ale wróciłam.

Co dziś w zestawie ? Odchudzamy się nadal. Walczymy z depresją, modlimy się o przyjaźń. Szkoda, że jednym ruchem usunęłam wszystkie poprzednie wpisy. Trudno. Zaczynamy od nowa !

 

Wiele się zmieniło u mnie. Poznałam wiele osób. Jedne coś wniosły inne zaś wyniosły z mojego życia. Wyrwały cząstkę mojego serca i spier… pozostawiając pustkę. Nie mniej jednak nie poddaję się.

 

Jeszcze raz – Witajcie Ponownie.